czwartek, 1 marca 2012

Pro publico bono


To, co za chwilę powiem(napiszę?), zabrzmi bardzo sentencjonalnie. Uwaga: w życiu każdego człowieka przychodzi taki czas, kiedy rzeczony osobnik ma ochotę… zawinąć się w kocyk i zwinąć w kłębek w jakimś ciasnym, ciemnym kąciku, bo dopada go „realne”. Mnie dopadło w lutym, a i na sporą część marca się pewnie przeciągnie. Dlatego w tym miesiącu dość mizernie przedstawia się lista powieści nominowanych do Nagrody imienia Edgara Kopytko. Oto ona:

·        J. M. McDermott, „Dzieci demonów”,
·        Paweł Jaszczuk, „Marionetki”,
·        Paweł Pollak, „Gdzie mól i rdza”,
·        Jim Butcher, „Pełnia księżyca”.

Jury (dla przypomnienia: Ja, Edgar Kopytko, Kathleen Kelly) kłóciło się długo i zawzięcie. Przyznam szczerze, że z wielką ochotą nagrodziłabym autora tak lubianego przeze mnie cyklu o Harry’m Dresdenie. W końcu to mój blog, moja nagroda... ale kto to widział uprawiać taką niesprawiedliwość? I to pro publico bono? A fe, wstydź się, Królowo Elfów. Przecież wiesz, że kryminał Pawła Pollak był literacko dużo lepszy. Masz go nie nagrodzić tylko z powodu osobistych sympatii? Tak nie można. Zatem (fanfary) ogłaszam, iż w lutym nagrodę Kopytka zdobywa:

Paweł Pollak za „Gdzie mól i rdza”.

 Zwycięzcy serdecznie gratulujemy!
(Brawa, proszę!)


W wydarzeń drugoplanowych: „Milczące słowa” od miesiąca biją się o uwagę Czytelników z innymi powieściami na polskim rynku wydawniczym. Jak sobie radzą? Wcale nieźle. Pierwsze recenzje są Gotowi wyjątkowo przychylne. Śmiejecie się. Myślicie: „I złapaliśmy cię na kłamstwie, ty brzydka, ty nieznośna. Zarzekałaś się, że nie będziesz czytała recenzji, to skąd wiesz, że są dobre?”. Ano wiem, bo mam takiego jednego cudownego Duszka, Wulkan Energii, istną Iskierkę, imieniem Marta, która dzwoni do mnie o różnych dziwnych porach (na szczęście niemal wyłącznie!) dnia i oznajmia:
Marta: Wiesz, że Taki A Taki napisał o Twojej książce?
Ja: Nie wiedziałam, ale skoro mi powiedziałaś to jestem już oświecona. Miło z Jego strony.
Marta: Wysłałam ci do niej link.
Ja: Ale wiesz, że ja nie czytam recenzji, prawda, Marto?
Marta: Oj tam! Przestań.
Ja: Mam się w sobie zamknąć?
Marta: Bo ci… Nie odbiegaj od tematu!
Ja: Kiedy ja naprawdę nie chcę wiedzieć…
Marta: To ja ci przeczytam…
( i tu następuje streszczenie głównych tez rzeczonej recenzji).
Ja (z rezygnacją w głowie): Ale ja nie chciałam tego wiedzieć.
Marta: Oj tam, oj tam, ale teraz już wiesz.

Cóż… i jak tu nie kochać?

3 komentarze:

  1. Buehehhehe :D Sławna jestem :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Żałuję, że się nie skusiłam na zwycięzcę Kopytka:)
    Oby tak dalej, powodzenia:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pro publico bono jest ważne, chociaż czasem możesz też zrobić coś, by pofolgować egoistycznie własnym twiedzeniom. :)

    OdpowiedzUsuń