czwartek, 22 marca 2012

Z niektórych książek się wyrasta...


Z pewnych rzeczy w życiu się wyrasta. Przykładowo: z pieluch i rękawiczek z jednym palcem na sznureczku, z adidasów na rzep (nie wszyscy), z młodzieńczej głupawki też (znów nie wszyscy). Z innych rzeczy się nie wyrasta. Z zamiłowania do „Króla Lwa” (nie wszyscy), z uwielbienia dla słodyczy (niemal wszyscy). Z książkami jest tak samo. Z niektórych nie wyrastamy nigdy ( nie wyrosłam z „Opowieści z Narnii” ani z twórczości Michaela Ende), a z innych jak najbardziej tak. Pamiętam, że gdy byłam młodsza wprost połknęłam „Dziennik norweski” Andrzeja Pilipiuka. Wydawał mi się wtedy pasjonujący, pełen akcji. Imponowało mi, że główny bohater jest tak zaradny. Tydzień temu, po kilku ładnych latach, byłam zmuszona przeczytać go ponownie. I jeśli na pierwszych kilkudziesięciu stronach (no może 50-70) coś się dzieje (porywają bohatera, odbijają, wsadzają w samolot), to potem jest jedna wielka… nuda. Bohater (Tomasz Paczenko vel Paweł Koćko) remontuje swój dom, deska po desce. Odrywa, przybija, przycina, odbija, przykłada. I tak przez kolejnych 280 stron. Od dachu, aż po piwnicę (ciekawe dlaczego w tej kolejności?). Bohaterowie rozmawiają ze sobą jak szlachta i bezdomni jednocześnie. Tu archaizmy, tam rzucimy mięskiem spod sklepu z piwem. Mają szesnaście lat, a zachowują się raz jak ludzie doświadczeni życiem, innym razem jak przedszkolaki. Noszą broń, nie wiadomo jednak skąd ją mają (szesnastoletni młodzi mężczyźni noszą broń, są szpiegowani, ktoś do nich strzela i kurka nikogo to nie dziwi). Poetyka absurdu. Niby śmieszne, ale w sumie żałosne. Całą książkę można właściwie podsumować jednym zdaniem – długie, nudne i o niczym. A może po prostu wyrosłam i gdybym znów miała piętnaście lat, zachwycałoby mnie? Obecnie nie zachwyca. No jak zachwyca, kiedy nie zachwyca? A przede mną jeszcze dwa następne, dłuższe tomy. Bywa, że czasami człowiek musi, inaczej się udusi. Ale bywa też, że człowiek, choć się dusi, jednak musi. Zgroza i zgrzytanie zębów.

1 komentarz:

  1. Hehe, mnie też się to parę razy przydarzyło. Niektóre lektury powinny pozostać we wdzięcznej pamięci, by nie psuć dziecięcej magii:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń