piątek, 11 listopada 2011

Dlaczego nikt nie lubi Zuzanny?

Przyznam, że jestem zdziwiona. Autentycznie zdziwiona. Kiedy w zeszłym tygodniu zamieszczałam fragment „Garderoby duszy” dotyczący Allison Nelson, nie liczyłam na większe zainteresowanie z Waszej strony. Nauczona doświadczeniem moich Przyjaciółek, miłych dziewczyn, które jednakże muszę długo prosić, by sięgnęły po moje teksty, nie spodziewałam się, że fragmentem zainteresują się blogerzy. A tu proszę, od tygodnia post o Allison Nelson jest najpopularniejszy, zaglądacie do niego najchętniej.
Dziś przejdziemy do punktu o Zuzannie. Dlaczego napisałam ją właśnie taką, jaką chciałam, mimo że niewielu czytelników darzy tę postać sympatią. Napisałam bohaterkę, która odczuwa strach, zauroczenie wampirem nie przeszkadza jej w lęku o własne życie. Jej głównym marzeniem nie jest zasilić szeregi krwiopijców. Napisałam bohaterkę inną od tych, do których przyzwyczaiły Was dziś paranormale. Może dlatego jej nie lubicie?
Instrukcja obsługi dzisiejszego wyimka:
1) poniżej widzimy okienko z filmikiem na youtubie (Klementyna Umer „Kołysanka Rosemary” – ulubione wykonanie Elizjon, żadne tam Anny Marie Jopek i Justyny Steczkowskie, które jedynie sprofanowały to, co piękne)
2) włączamy go i dokładnie się przysłuchujemy
3) by następnie:
a) odtworzyć go ponownie i przeczytać tekst (instrukcja dla tych, którym muzyka nie przeszkadza w skupieniu się na czynności czytania)
b) przeczytać tekst bez podkładu muzycznego (dla pozostałych)
            3) mile widziane zostawienie komentarza
            4) zainteresowani i ciekawi znajdują na youtubie teledysk do „Kołysanki Rosemary” Klementyny Umer i oglądają, gdyż jest genialny (nie zamieściłam go tu, by nie maltretować Was kolejnymi obrazkami i opowiedzianą tam historią)
            5) rozchodzimy się do domów, miłego dnia!     

(Mayu, przyciemniłam kolor czcionki. Mam nadzieję, że teraz lepiej. Jeśli nie, daj znać, postaram się jeszcze coś wymyślić.)



Zuzanna uważała, że Elizjon jest niezwykła. Należała do tych niewielu wybrańców losu, którym do szczęścia wystarczyło jedynie to, że chodzili po ziemi. Uśmiechali się niezależnie od okoliczności. Miała wrażenie, że gdyby Elizjon była zmuszona wyprowadzić się za koło podbiegunowe, wzruszyłaby ramionami, uśmiechnęła się od ucha do ucha i stwierdziła, że musi kupić cieplejszą kurtkę, najlepiej termoaktywną. Teraz Elizjon przyciągnęła spod ściany jakiś stary materac do ćwiczeń, rozłożyła go na środku sali i usiadła na nim po turecku. Na nogach miała niebieskie trampki w żółte kwiatki, a we włosy powplatane koraliki. Przed sobą ułożyła białe woskowane papierowe pudło. Zuzanna zmarszczyła brwi. Pudło zawierało sporych rozmiarów tort. Elizjon chwilę szperała po kieszeniach kurtki i wyciągnęła z jednej z nich samotną świeczkę. Wetknęła ją w tort. Spojrzała na Zuzannę.
- Zabijesz mnie. Zapomniałam zapałek.
Zuzanna usiadła obok niej na materacu.
- Wiesz, wolałabym żebyś mi powiedziała, co tu robimy. Dlaczego spotykamy się w sali gimnastycznej?
Elizjon przewróciła oczami.
- Wynajęłam ją – wyjaśniła. – W końcu ty jesteś tą od wampirów. Ci, z którymi ja przystaję, polują na ukrwionych inaczej. Nie widzisz tu konfliktu interesów?
- Cóż…
- No właśnie. Dlatego nam obu będzie się wygodniej żyło, jeśli nie zobaczą nas razem w kawiarni.
- Ale sala gimnastyczna?
- Zawsze możemy pograć w kosza, gdy już spałaszujemy twój urodzinowy tort. Musimy improwizować – powiedziała, biorąc się pod boki. Koraliki na przegubach jej dłoni podzwaniały głośno. - Wyobraź sobie, że świeczka się pali, pomyśl życzenie i dmuchnij.
            Kiedy jadły tort, Zuzanna odważyła się w końcu zapytać:
- Przeczytałaś książkę, którą ci dałam?
- Przeczytałam.
- Czy nie wydaje ci się, że tamta ja zachowywała się nielogicznie? Najpierw długo przekonywała wampira, by uczynił ją częścią swojego świata. Odmawiał, ale ona uparcie wracała. A potem, kiedy uległ… po prostu się wycofała się. – Zuzanna nerwowo pocierała dłońmi o kolana. – Wstydzę się tamtej siebie. Nie lubię tamtej siebie. Nie rozumiem jej – przyznała, patrząc w przestrzeń.
Elizjon wycelowała w nią widelcem.
- Widzisz, problem większości czytelników powieści fantastycznych polega na tym, że bardzo chętnie przyznają, iż chcieliby się do nich przenieść. Niczym w powieściach Cornelii Funke, puff i jesteś w środku książki.
- Czy jest w tym coś złego?
Elizjon przyglądała się kawałkowi tortu, który właśnie nadziała na widelec.
- Wiesz, głupota i naiwność to też rodzaje kalectwa tylko, że nie bolą.
Zuzanna zmarszczyła brwi. Nie rozumiała. Zagrzechotała kolorowa bransoletka, gdy Elizjon odkładała talerzyk z niedojedzonym kawałkiem tortu. Pokręciła się i usiadła wygodniej. Wyraźnie szykowała się na dłuższy wykład.
- Myślę, że zachowałaś się… że tamta ty zachowała się całkiem logicznie. Świat z książek wydaje się pociągający. Elfy, księżniczki, rycerze, tajne zakony, cała ta magiczna otoczka. Tamtą ciebie to niewątpliwie urzekło. Tylko, że gdy już się w ten świat wkroczy okazuje się, że nie jest po prostu fascynującą opowieścią. To nie książka, którą, jeśli się przestraszysz, możesz odłożyć i już nigdy do niej nie wrócić. To rzeczywistość, w której żyjesz. Rzeczywistość, od której nie ma ucieczki. Okazuje się, że nie ma rycerzy i dam. A co jest? Dokładnie to, co w historiach się pomija. Wokół tylko brud, cierpienie, łzy, walka o życie i ciągły strach. Tamta ty raz zachowała się mądrze. Właśnie wtedy, kiedy odeszła. Nie wiń jej za to, że poszła po rozum do głowy. Pytanie, jak postąpisz tym razem.
- A ty, jak byś postąpiła?
Elizjon odpowiedziała, nawet się nie namyślając:
- Nikt mi nie dał wyboru. Po prostu brutalnie wrzucono mnie w tę rzeczywistość. W ciągu jednej nocy musiałam znacznie zweryfikować i niestety uszczuplić swój zakres tolerancji wobec słowa „niemożliwe”. Ale prawda jest taka, że…
- Tak?
- Prawda jest taka, że nie chcesz żeby było normalnie, póki nie przestaje być.
- A mimo to zawsze tryskasz optymizmem – zdziwiła się szczerze Zuzanna.
- Jak wszyscy muszę sobie jakoś radzić żeby… nie zwariować – wyznała szczurzyca.
- Jak to jest żyć w twoim świecie?
Elizjon milczała, zastanawiając się, jak ubrać w słowa wszystko to, czego nie da się opowiedzieć. Filozofię ciągłej ucieczki i posiadania tylko tylu rzeczy, ile może zmieścić się w walizce. Chciała opowiedzieć o tym, że nie ma się swojego miejsca na świecie, nie ma się domu. O tym, że kochać to przy każdym rozstaniu myśleć, że widzisz twarz ukochanej osoby po raz ostatni, bo być może właśnie dziś zaprowadzą cię do kostnicy i wskazując na czarny worek na stole naprzeciw ciebie, będą wmawiać, że leżący w nim twór, ta plątanina rąk i nóg, być może od pary, z twarzą tak zmasakrowaną, iż nie da się dostrzec rysów, jest właśnie tą ukochaną osobą. Elizjon potrząsnęła głową. Czy to można ubrać w słowa? Muzyka… przyszło jej do głowy. Do Zuzanny przemawiała muzyka.
- Znasz słowa „Kołysanki Rosemary”?
Zuzanna entuzjastycznie potrząsnęła głową.
- Piękna melodia.
- Ze strasznymi i smutnymi słowami. Taka jest właśnie rzeczywistość, w której przyszło mi żyć. Gdy będziesz dokonywać wyboru, pomyśl o tym, że „świat to przekleństwo, wygrywa zły, dobry ginie. Dranie patrzą oczkiem złym, diabeł dzieci huśta im. W krąg się wznosi dym pochlebstwa, kłamstwa dym. Świat to szaleństwo i to bez żadnej metody.”
- Może tym razem dałabym radę? – zastanawiała się na głos Zuzanna.
Elizjon wpatrywała się w nią poważnie dwojgiem dużych czekoladowych oczu.
- Nie przekonam cię –  stwierdziła ze smutkiem i niedowierzaniem - Miejmy nadzieję, że łatwo zaakceptujesz świat, gdzie nawet zasypiając, trzeba „mieć oczy otwarte, bo grzech ma pierwszeństwo, a dobro trzech groszy niewarte”. Bo jeśli nie, ktoś najprawdopodobniej zginie. Oby tym razem to nie była żadna z nas.       

4 komentarze:

  1. Intueri dziękuję, że wzięłaś pod uwagę moją sugestię. Teraz jest idealnie :).

    Fragment rozbudził moją ciekawość i pozostawił niedosyt bardziej niż poprzedni.

    Choć osobiście mam inne zdanie na temat świata, to zaintrygowała mnie postać Elizjon(y)(nie wiem jak odmienić?).

    OdpowiedzUsuń
  2. Mayu - fragment przyszłotygodniowy będzie dotyczył samej już Elizjon (imię się nie odmienia, w każdym przypadku brzmi tak samo). Wtedy dopiero będziesz mogła poznać, jaka ciepła, optymistyczna z niech dziewczyna. Wcale nie myśli tak źle o świecie, jak mogłoby się wydawać. Dobrze, że podpowiedziałaś mi, żeby poprawić jakość literek i je przyciemnić :). Skoro fragmenty przypadły Ci do gustu, polecam zapoznanie się z całą powieścią, gdy się w styczniu ukaże.

    OdpowiedzUsuń
  3. piękna kołysanka! Puszczam ją co i rusz. Usypiam na nią mojego męża:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Kolmanko - zatem oprócz wartości czysto estetycznych spełnia też zadanie praktyczne: "usypia duszę mą biedną, usypia męża mego". :)

    OdpowiedzUsuń