poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Daleko od... domu?


Wiele małżeństw, choć pragną mieć dziecko, z różnych przyczyn nie mogą posiadać upragnionego potomstwa. Dla niektórych adopcja staje się sposobem na stworzenie rodziny. Niewielu jednak decyduje się na adopcję dziecka, które urodziło się w innej kulturze. To niezwykle odważna i trudna decyzja. Podjęło ją dwoje holenderskich dziennikarzy: Aule Kok i Dido Michielsen. Ich wybór padł na Chiny. Zdecydowali, że zaadoptują dwie dziewczynki – Lisę Xiu i Lin Shi – oraz, że stworzą wraz z nimi prawdziwy dom.
            „Córki z Chin” są zapisem podróży do kraju narodzin i pochodzenia potomstwa dziennikarskiego duetu. Po kilku latach od momentu adopcji, gdy dziewczynki mają jedenaście i dziewięć lat, Holendrzy decydują się na konfrontację z ich pierwotną kulturą. I choć cały ten czas dbali, by wzrastały świadome chińskich tradycji i zwyczajów, po raz pierwszy od momentu adopcji miały tam powrócić. Podróż została drobiazgowo zaplanowana. Dziennikarze odwiedzili z córkami ważne dla nich miejsca – sierocińce obu dziewczynek, miejsca, gdzie zostały porzucone przez biologiczne matki, hotele w których odbyło się przekazanie dzieci nowym opiekunom.
            Książka Aule Kok i Dido Michielsena jest niezwykle fascynującym reportażem. To arcyciekawy zapis podróży, który musi spodobać się każdemu miłośnikowi chińskiej kultury (czy Wielki Mur, jedyny zabytek, który widać z kosmosu, naprawdę jest w niektórych miejscach tylko piaszczystym pagórkiem?). To jednak tylko wierzchnia warstwa tej książki. Wcale nie najważniejsza, a z całą pewnością nie najciekawsza. „Córki z Chin” to także zapis kłopotów, zarówno natury emocjonalnej, jak i prawno-biurokratycznej, z którymi borykają się adopcyjni rodzice. Jak zaszczepić w dziecku miłość do miejsca skąd pochodzi, jak sprawić, by wśród holenderskich rówieśników o blond włosach i niebieskich oczach nie czuło się obco i źle? Jak sprawić, by nie czuło się porzucone? Co zrobić, aby uwierzyło, że porzucenie może być także aktem miłości, bowiem polityka jednego dziecka sprawiła, że matki musiały porzucać swoje dzieci? Pozycja jest kroniką tego, jak trudną drogę muszą przejść ludzie pragnący mieć dziecko. Kursy, szkolenia, tony wniosków, które ktoś/gdzieś/kiedyś zgubił lub zatrzymał. Czytałam tę książkę i nie miałam wątpliwości, Auke Kok i Dido Michielsen kochają swoje chińskie córki. Kochają dziewczynki i dlatego chcą wychować je na osoby świadome i w pełni akceptujące siebie. Stąd decyzja o powrocie do korzeni. Czy słuszna, skoro dziewczynki mają tylko jedenaście i dziewięć lat?
            Z „Córek z Chin” wyłania się obraz nie tylko odpowiedzialnych, troskliwych, a nade wszystko świadomych rodziców, ale także świadomych turystów. Dziennikarzy cechuje znajomość chińskiej dwoistości, która ich otacza – nowoczesna architektura, hotele o marmurowych korytarzach contra bieda, ścisk, smog, brak wolności słowa. Czy to, co dane jest im obejrzeć w sierocińcach jest autentyczne, czy wyreżyserowane na potrzeby europejskich „turystów”? Dziennikarze rozumieją, że wiele wydarzeń zostało pieczołowicie wyreżyserowanych. Towarzyszy im poczucie bycia turystami, obcymi, choć podróżują przecież z dwoma chińskimi dziewczynkami.
            Pozycję dodatkowo wzbogacają liczne zdjęcia wykonywane podczas pięciotygodniowej podróży przez chińskie terytorium. Wiele z opisywanych miejsc mamy zatem szansę obejrzeć na fotografiach. Tekst wzbogacono o fragmenty z pamiętników Lisy-Xiu i Lin-Shi, będące świadectwem tego, jak odmiennie od rodziców odbierały ode całą podróż.
            Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić Wam tę refleksyjną, ciekawą książkę. Na mnie zrobiła wielkie wrażenie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Dobra Literatura
Wróciłam z konwentu. Przypuszczam, że jeszcze w tym tygodniu pojawi się na blogu jakaś relacja. Było miło, choć pojawiły się też straty, z powodu których myślę, że nie było warto jechać. Życie, jak powiedziałaby moja koleżanka. W każdym razie teraz nigdzie się już nie ruszam, recenzje będą się ukazywały regularnie - pewnie dwa razy w tygodniu. Uporałam się z wszystkimi książkami z pierwszego stosu. Zatem jutro następny. Serdeczne pozdrowienia dla Wszystkich! 

7 komentarzy:

  1. Książkę czytałam i bardzo mnie wzruszyła. Warta przeczytania pozycja. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasandro - ja także uważam, że to świetna książka.

    Niedopisanie - relacja oczywiście będzie, muszę tylko wybłagać koleżankę, by przysłała mi zdjęcia. Bo jakość tych zrobionych moim aparatem jest koszmarna :(. Straty i poważne, i nie. Podczas mojej nieobecności mama nie upilnowała i moja kotka uciekła. Pewnie już nie wróci. A ja już się niestety przywiązałam ;/. Czekam zatem na maila, bo "groziłaś" mi pytaniami, a na dwóch się skończyło. Byłam nieco rozczarowana z tego powodu :).

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka znakomicie wpasowuje się w interesującą mnie tematykę, z chęcią przeczytam.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Isadoro - gorąco zachęcam, to naprawdę świetna książka. Jedna z lepszych, jakie ostatnio czytałam. Jak zawsze, moc serdeczności :).

    Niedopisanie - doskonale rozumiem, wina leży po mojej stronie. Jestem po prostu głodna relacji czytelników (rzadko mam z nimi styczność), stąd rodzi się moja niecierpliwość. Musisz mi to wybaczyć :). I nie martw się, kiedy książka wreszcie wyjdzie, pewnie mi się ta moja chęć poznania reakcji innych czkawką odbije :).

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo dobra recenzja, w przy okazji książka również z tych, które moim zdaniem warto czytać :) Fajnie!

    OdpowiedzUsuń