niedziela, 21 sierpnia 2011

Kilka słów o spedzaniu lata na północy Polski


Od kilku lat w  naukach o literaturze funkcjonuje termin „literatura północy”. Autorzy,  wobec których się go używa, podkreślają w swych powieściach, iż ich bohaterowie, zamieszkujący najczęściej Mazury, Warmię lub Pomoże Gdańskie, są ludźmi pozbawionymi perspektyw, niemalże skazanymi na życiową klęskę. By uświadomić to innym, pisarze związani z tym nurtem, jak Daniel Odija czy autorka powieści „Zęby” Joanna Wilengowska, zdecydowali się na portretowanie tamtejszej rzeczywistości oraz budowanie realistycznych obrazków z życia mieszkańców północnej Polski. Nigdy jednak nie spotkałam się z reprezentantem literatury północy w prozie młodzieżowej. Nigdy, aż do momentu, gdy przeczytałam „Lato Joanny”.
            „Lato Joanny” to niepozorna, cieniutka książeczka. Jej bohaterką jest studentka trzeciego roku historii, Joanna. Poznajemy ją w chwili, gdy wraca na wakacje do rodzinnego miasteczka na Mazurach. Poznajemy ją także w momencie, gdy stoi na rozdrożu. Nie bardzo wie, co zrobić ze swoim życiem. W skutek splotu pewnych wydarzeń zostaje wyrzucona z akademika. Podczas wakacji musi zdecydować, co począć dalej ze swoim życiem. Nieoczekiwanie pomoże jej w tym dwadzieścia lat starszy od niej Tomasz.
            Dlaczego uważam „Lato Joanny” za młodzieżowego reprezentanta prozy północy? Joanna jest jedyną mieszkanką wsi, która dostała się na studia. Pozostali albo są na rencie, albo nie pracują, albo spędzają całe dnie pod sklepem, pijąc na umór. Joanna wie, że musi uciec z rodzinnej miejscowości. Wie też, jak trudno jest się wybić, jak trudno wydostać z zaklętego kręgu. Wśród głupich i chamskich mieszkańców dziewczyna nie jest w stanie odnaleźć bratnią duszę. Wszyscy są bowiem ograniczeni i prymitywni. Nie rozumieją, po co Joannie studia. Sądzą, że zadziera nosa, że się wywyższa. Uważają ją za starą pannę i dziwaczkę. Nie cierpią dziewczyny właśnie za tę odmienność, inność, która ich tak drażni i kłuje w oczy.  Nieoczekiwanym partnerem do rozmowy, kimś, kto ją rozumie, kto chce i potrafi się z nią porozumieć okazuje się, przybyły na Mazury z Warszawy, czterdziestoletni Tadeusz. Nić porozumienia, która się między nimi wytwarza i coraz częstsze spotkania, sprawiają, że cała wieś aż huczy od dwuznacznych plotek. Powieść przepełniona jest, typową dla prozy północy, atmosferą beznadziejności. Dziewczyna przeczuwa, że cokolwiek zrobi zawsze będzie gorsza, zawsze będzie tą, która kiedyś mieszkała w zatęchłej dziurze na Mazurach. Joanna walczy o siebie, choć podobnie jak bohaterka powieści „Zęby”, przeczuwa, że cokolwiek uczyni, skazana jest na klęskę.
            Małgorzata Cichalewska niewiele mówi nam o swoich bohaterach. W jej powieści niemal nie znajdziemy opisu postaci. O Joannie wiemy jedynie, że ma dwadzieścia kilka lat i jest blondynką. Przypuszczam, iż zabieg ten miał na celu uświadomić czytelniczkom, że Joanną jest tak naprawdę bardzo wiele młodych dziewczyn. Miał pomóc zidentyfikować się z bohaterką opowieści.
            Autorka podejmuje w swej powieści bardzo trudny temat – miłości między dwudziestoletnią dziewczyną, będącą w zasadzie u progu dorosłości i czterdziestoletnim, dojrzałym mężczyzną. Czy mogą się zrozumieć? Czy potrafią, mimo różnicy wieku, znaleźć wspólny język? I wreszcie, czy taki związek ma w ogóle przyszłość? Sęk w tym, że Małgorzacie Cichalewskiej zabrakło odwagi lub chęci, by jasno odpowiedzieć na te pytania. I jeśli o coś mam do niej żal, to właśnie o brak tego jasnego, jednoznacznego rozstrzygnięcia, które, moim zdaniem, „Lato Joanny” zawierać powinno.
            Przeczytanie powieści, która jest młodzieżowym reprezentantem literatury północy, było bardzo ciekawym doświadczeniem. Polecam je każdemu, bez względu na wiek. Przypuszczam, że jeśli zdecydujecie się na lekturę, skończycie ją, zanim się obejrzycie.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Telbit.


3 komentarze:

  1. Zapowiada się bardzo przyjemna lektura!
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie słyszałam o książce, ale po recenzji zacznę się za nią rozglądać:))
    pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Isadoro - nie można jej tego odmówić, z całą pewnością jest przyjemna ;).

    Kasandro - polecam, jeśli tylko wpadnie Ci w ręce.

    Serdeczne uściski :)

    OdpowiedzUsuń