wtorek, 23 sierpnia 2011

Kilka życiowych porad


 „Dotyk serca, droga do poznania siebie” jest ni to powieścią, ni poradnikiem. Małgorzata Przygońska będąca jednocześnie autorką książki i  bohaterką opisywanych w niej wydarzeń, opowiada nam, jak krok po kroku zmieniała swoje życie. Autorka podzieliła książkę na kilka rozdziałów, o wiele mówiących tytułach – „Bajka o przebudzeniu”, „Bumerang dobra”, „Rozliczenia”, „Patrząc w Światło”.
            W zasadzie utwór, zbudowany głównie na zasadzie rozmów autorki-bohaterki z innymi ludźmi i z samą sobą pod różnymi postaciami, nie proponuje nam nic nowego. Co należy robić, by osiągnąć szczęście? Małgorzata Przygońska proponuje, byśmy lubili siebie i zaakceptowali się takimi, jakimi jesteśmy. Przede wszystkim powinniśmy sobie uświadomić, co w naszym życiu nam nie odpowiada i co chcielibyśmy zmienić. Następnie należy przejść od etapu mówienia o zmianach, do etapu ich realizacji. Trudno się z nią nie zgodzić. Nawet na psychologii dla przyszłych nauczycieli mówiono nam, że etap mówienia o zmianach przynależny jest adolescentom, a etap podejmowania świadomego działania, by zmieniać, cechuje ludzi dojrzałych. Zatem, jeśli tylko mówisz, jak ci źle, a nic z tym nie robisz, tak naprawdę nie chcesz zmian i sam jesteś sobie winien. Kolejny etap to wybaczenie sobie i innym. Zaakceptowanie, że jesteśmy ludźmi i popełniamy błędy. Według autorki „Daru serca” musimy pozwolić innym być takimi, jakimi są. Nie możemy ustawiać im życia i denerwować się, że nie układają go tak, jak my byśmy tego chcieli. Przygońska radzi także, aby „zakotwiczyć” swoje życie tu i teraz. Proponuje nie rozpamiętywać przeszłości, bo i tak nic już w niej nie zmienimy. Nie powinniśmy się także dręczyć tworami wyobraźni, przyszłość dopiero nadejdzie, nie można więc katować się jej wizjami. Następna ważna uwaga dotyczy tego, iż słowo i myśl są potęgą. Jeśli myślę o złych rzeczach i źle o ludziach, będę przyciągać to, co złe. Dobro przyciąga dobro, zło natomiast rodzi zło. A myśl ma w sobie siłę. Jeśli wierzycie, że coś się stanie, macie szansę tego dokonać. Tylko należy uwierzyć, zamiast biadać, że „na pewno nie dam rady”, „Nie uda mi się”. Samospełniające się proroctwo. I wreszcie, moim zdaniem najistotniejsza rada: „Gram najlepszą rolę, jak znam,/ Siebie gram”[1]. Nikogo nie udawać, być sobą.      
            Autorka bardzo dużo mówi w swej książce o Bogu i Aniołach (zachowuję jej pisownię z wielkiej litery) oraz o powierzaniu Stwórcy własnej osoby. Nie przeszkadza jej to jednak regularnie stawiać tarota i chadzać do różnych wróżek. Widzę tu pewną niekonsekwencję. Chrześcijaństwo bowiem jest negatywnie nastawione do wiary w gusła i wróżby, ale być może autorka potrafi pogodzić wiarę w Anioły z wiarą w karty Tarota.
            Jeśli oczekujecie, że ta książka zmieni Wasze życie lub powie Wam, jak żyć, nie liczcie na to. Nie napisano bowiem jeszcze takiej książki. Zgodzę się jednak z Małgorzatą Przygońską, podstawą zmiany jest podejmowanie decyzji i działanie. Bez tego ani rusz. Jak mawia moja koleżanka: „Nie ma wagonika, którego nie da się odczepić”. Samo nic się jednak nie zrobi, to wiem na pewno.  

Za możliwość przeczytania książki dziękuję Wydawnictwu Illuminatio.



[1] Małgorzata Przygońska, „Dotyk serca. Droga do poznania siebie”, Warszawa 2009, s. 126.

4 komentarze:

  1. Oj, nie trawię wszelkiego rodzaju poradników, tak że tym razem spasuję...:)))
    Ale jak zawsze - gorąco pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Lubię poradniki, ale wiem, że należy czytać je krytycznie a nie ślepo. Rzeczywiście tarot i chrześcijaństwo to sprzeczności i tu duża niekonsekwencja autorki...Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Isadoro - rozumiem Cię doskonale, a do lektury oczywiście nie zmuszam.

    Anetko - chodzą po świecie ludzie, którzy nawet skrajności potrafią połączyć ;P. Kto wie, może Autorka jest właśnie jedną z nich.

    Serdeczne pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubię poradniki. Jeszcze nie trafiłam na taki, który by diametralnie odmienił moje życie i sprawił, że po jego przeczytaniu, byłam zupełnie innym człowiekiem.
    A co do tarota i chrześcijaństwa - moja rodzicielka jest wielką fanką wróżb i wróżbity Macieja (o zgrozo!!!). Moje próby wyjaśnienia jej, że chyba trochę kłóci się to z jej religią, niestety do niej nie trafiają:(

    OdpowiedzUsuń