środa, 3 sierpnia 2011

Odszedł Chłopiec, Który Przeżył


"Harry Potter i Kamień Filozoficzny", 2001.
Kiedy siedziałam na fotelu w sali kinowej i czekałam na seans, wróciło do mnie wspomnienie sprzed jedenastu lat: siedziałam na krześle przy stole w kuchni, mama zapytała mnie, czy nie chciałabym dostać na Boże Narodzenie książek o pewnym młodym czarodzieju, bo podobno są bardzo dobre i dzieci gdzieś tam, daleko, w szerokim świecie za nim szaleją. Odpowiedziałam… że w sumie to wolałabym zegarek. Dostałam i książki, i zegarek.  O dziwo ten drugi prezent nie przydał mi się, gdy z wypiekami na twarzy pochłaniałam kolejne strony opowieści. Tak, było to w tych zamierzchłych czasach, kiedy na kolejne tomy przygód młodego czarodzieja trzeba było czekać! O tym wszystkim myślałam, gdy na sali gaszono światła. Towarzyszyłam Harry’emu Potterowi w jego zmaganiach przez jedenaście lat. Już tylko dwie godziny i dziesięć minut (plus reklamy) dzieliło nas od pożegnania.
            Nie rozczarowałam się. Muszę przyznać, że znacznie bardziej lubię późniejsze filmy o Harry’m. Te nieco mroczniejsze, doroślejsze. Ostatnia część przygód Harry’ego, Hermiony i Rona robi wrażenie. Ostateczne starcie z Valdemortem. Troje śmiałków, już nie dzieci, ale też nie dorosłych mierzy się ze złem i z własnym strachem. Harry musi się też zmierzyć z czymś jeszcze – z cząstką Valdemorta zawartą w nim samym. W tym nie będą mogli mu pomóc oddani przyjaciele. Oglądam, z zaciekawieniem i niedowierzaniem patrzę na nich i myślę o tym, jak bardzo się zmienili. Hermiona z zadzierającej nosa kujonki przemieniła się w 
kard z filmu "Harry Potter i Insygnia Śmierci", część 2, 2011

młodą kobietę, potrafiącą z iście ułańską fantazją znaleźć wyjście z każdej sytuacji („mam pomysł, kompletnie szalony” – scena ze smokiem, fenomenalna!), Ron stał się pewny siebie i wreszcie wydostał się z cienia najlepszego przyjaciela. Neville, choć starszy, wciąż tak samo zdeterminowany. Wtedy, w pierwszym roku nauki, stanął przed trójką naszych przyjaciół, stwierdzając, że nie wypuści ich z pokoju wspólnego, nie pozwoli łamać przepisów. Po dziewięciu latach hardo stanął przez Valdemortem, by stwierdzić, że nawet po śmierci Harry’ego będzie walczył.
            Ostatnią część książki zrealizowano z wielkim rozmachem. Podczas seansu szepnęłam koleżance, iż po dziesięciu latach ekipa stwierdziła: „Nie kręcimy już więcej, trudno, ale przynajmniej nie odmawiajmy sobie przyjemności wysadzenia wszystkiego w powietrze”. Scena z zapadającym się mostem? Cudowna! Scena, gdy profesor McGonagall ożywia kamiennych rycerzy, obrońców szkoły ze słowami: „ Zawsze chciałam użyć tego zaklęcia” – wspaniała. Brakowało mi jej w poprzednich częściach, gdzie pozostawała w cieniu. Tym razem wróciła i to w wielkim stylu.
            Mimo ciężkiej, dusznej atmosfery, którą niewątpliwie przesycona była zarówno pierwsza, jak i druga część „Insygniów śmierci” oraz wszechobecnej ciemności i szarości, bo te właśnie kolory zdominowały ostatnie filmy, nie zabrakło niebanalnego humoru, który jest jednym z wyznaczników serii. Wymienić tu wypada wspomnianą już przeze mnie scenę ze smokiem, moment, gdy Neville stoi naprzeciwko armii śmierciożerców i im wygraża lub też, gdy stwierdza, że nadchodzi koniec, więc musi znaleźć Lunę, by powiedzieć jej, że mu się podoba, scenę, kiedy woźny, w chwilę po bitwie, zamiana gruzowisko przed Wielką Salą, a wokół unosi się kurz, a także sceny między Ronem i Hermioną i padające wciąż miedzy nimi ni to słowo uznania, ni to komplement „genialne”.
            Oczywiście jak wszyscy czekałam na scenę końcową. Harry i Ginny, Ron i Hermiona odprowadzający swoje dzieci na pociąg do Hogwartu. Oczywiście, znów podobnie jak większości, trudno mi się przyznać, że tak, tak, tak, strasznie mi się podobało! Może nie była to scena warta dziesięcioletniego czekania, ale z drugiej też strony, był to moment, którego obejrzenia w kinie nie mogłam sobie odmówić. 
            Spędziłam z Harrym Potterem połowę życia. Wciąż z zaciekawieniem śledzę wiadomości, które raz po raz pojawiają się w Internecie odnośnie dalszego losu bohaterów (Hermiona jako jedyna wróciła do Hogwartu, by dokończyć naukę!). J. K. Rowling stworzyła, wspaniałą, wielowątkową i wielotomową, złożoną opowieść. Niesamowity, wspaniały świat, który zawładnie wyobraźnią jeszcze kilku pokoleń, nie tylko tego, które wzrastało, gdy go tworzyła i do którego wielu z nas należy. Gdy opowieść się toczyła, nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że Hermiona i Ron zostaną małżeństwem, że Dumbledore jest gejem, a Fred umrze w Drugiej Bitwie o Hogwart. Czarującą historia, do której (zarówno do książki, jak i filmu) zapewne jeszcze nie raz wrócę. A w przyszłym miesiącu, dziewiętnastego września, w dniu trzydziestych pierwszych urodzin Hermiony Granger, czy raczej Hermiony Weasley, wypiję za jej zdrowie.

11 komentarzy:

  1. Świetna recenzja. Uwielbiam Harrego i jego świat! W kinie nie byłam, odkładam tą przyjemność na ostatnią chwile - nie chce żeby to się kończyło!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli godne zakończenie całej serii! Choć nigdy nie wciągnęłam się w świat Harry'ego, strasznie podoba mi się Twoja recenzja i Twój entuzjazm. Tak trzymać!

    Pozdrawiam serdecznie!:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mam nic przeciwko tej serii, choć sama jakoś nie potrafiłam się wciągnąć w fabułę i klimat. Za to film na pewno kiedyś obejrzę:)
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetna recenzja. Także uwielbiam Harrego Pottera i spędziłam z nim dużo czasu ... ;P

    Pozdrawiam ! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo ciekawa recenzja;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jagodzianko....:)))))))))))))))))))))))):)
    (już na pewno wiesz, kto do Ciebie pisze:)))))))
    Czytam Cię, czytam... i być może dzięki Twojej recenzji podejmę przerwaną przygodę z Panem Potterem:) Z tego, co pamiętam było fajnie! Warszawa pozdrawia Ciebie i Wielce Szanownego Zarządcę Biblioteki Intueri, Edgara Kopytko:)))))

    OdpowiedzUsuń
  7. Mnie się ta druga część też bardzo podobała, a doszło jeszcze wzruszenie z pożegnania z naszymi bohaterami :) Oczywiście najbardziej lubię Hermionę :) Za to nie rozumiem, jak Harry mógł tak skrzywdzić swoje dziecko i nazwać je Albus Severus!!!!!!!!!! :) Przecież tego nawet nie da się ładnie zdrobnić! :)
    Jeśli chodzi o wady - naprawdę wkurza mnie, że teraz tyle filmów robionych jest w 3D. I z tym cholernym dubbingiem. Na szczęście, załapałam się na seans z napisami, za to nie udało mi się uciec od tych głupich okularków. Cena biletu jest wyższa, a jakość efektów 3D na pewno niepowalająca.
    Nie polecam natomiast pierwszej części Insygniów Śmierci. Jest nudna :) Drugą moja skromna osoba poleca :)

    Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  8. Recenzja jest znakomita!:)
    Coraz bardziej podoba mi się fantastyka,dlatego bardzo żałuje,iż się Potter skończył. Jednakże nie ma co płakać,bo jest jeszcze wiele innych cudownych książek...Obserwuje i czekam na kolejne recenzje. Może tym razem jakąś z dzieł Kinga? Pozdrawiam blogera oraz wszystkich pracowników biblioteki: http://zakochanawsztuce.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Alicjo, dziękuję bardzo za miłe słowa. Życzę abyś rozsmakowała się w fantastyce :). Niestety, na recenzję Kinga nie masz co liczyć. Nie przepadam za straszeniem się na życzenie, dlatego bardzo rzadko czytuję horrory. Pozdrawiamy Cię z Edgarem serdecznie :).

    OdpowiedzUsuń
  10. To naprawdę wyjątkowo dobra recenzja. Czyta się ją z wielką przyjemnością. Życzę Intueri, aby wszystkie Jej recenzje były w tak dobrym stylu.

    OdpowiedzUsuń