sobota, 15 października 2011

Jagoda Wochlik, "Milczące słowa" - Henry Got poszedł do druku

Dzwonek był natarczywy. Otworzyła mu. Była niewysoka. Nieco wyższa od Elizjon, mniej więcej wzrostu Zuzanny. Patrząc na niego mrużyła oczy, mimo okularów. Ubrana była zwyczajnie. Miała na sobie dżinsy i czarny golf. Na szyi wysiało pomarańczowe szkiełko, które dość przekonująco udawało bursztyn. Pomyślał, że Azazel miał rację, opisując ją. Mijając ją na ulicy, nie zwróciłbyś uwagi. Przyglądała mu się bez skrępowania. Poprawiła oprawki zsuwające się z nosa i gestem zaprosiła do środka. Nic nie powiedziała. Odwróciła się i ruszyła w głąb mieszkania, zmuszając go, by zamknął za sobą drzwi. Uśmiechnął się pod nosem.
Korytarz zaprowadził go do dużego pokoju. Ciepłe ściany w kolorze piórek kanarka nie zrobiły na nim wrażenia. Ona zajęła miejsce za stołem. Stopą odsunęła krzesło i dla niego. Wciąż przyglądała mu się bez słowa. Miała dziwny kolor oczu. Były szare, jak kamyki wypłukane w strumieniu. Jakby nie starczało im siły, aby stać się błękitnymi.
- Wiesz już – zaczął.
Skinęła głową.
- Zawsze wiedziałam – odparła. – Zuzannę kochałeś, dla Elizjon miałeś sympatię, a ja byłam narzędziem, by spisać twoją historię.
- Nigdy ci to jakoś nie przeszkadzało. Przecież zdajesz sobie sprawę, dlaczego cię wybrałem – upewnił się.
Wzruszyła ramionami i zastukała palcami w blat stołu. Chwilę trwało, nim odpowiedziała. Zmrużyła oczy i przyjrzała mu się uważnie.
- Wybrałeś mnie, ponieważ jestem jedyną, o której wiedziałeś, że na pewno się w tobie nie zakocha.
Odpowiedź zaskoczyła go. A niełatwo było zaskoczyć Henry’ego Gota.
- Nie – odpowiedział. – Nie do końca – poprawił się. – Wybrałem cię, bo jesteś niebotycznie uparta. Każde przedsięwzięcie, którego się podejmujesz, doprowadzasz do końca. Zresztą, nie wchodźmy w szczegóły, to duperele, nie o tym mieliśmy rozmawiać.
- Nie o tym? A więc o czym? Może chcesz, bym ci opowiedziała, jak bardzo trudne były te trzy lata, nawet nie masz pojęcia.  Jedno wydawnictwo, drugie wydawnictwo… któreś z kolei wydawnictwo.
Machnął lekceważąco ręką.
- Duperele – powtórzył. - Daliśmy radę.
- My? Nie przeceniaj się.
- No dobrze, ty. Fakt pozostaje faktem, drukują nas.
- Nie nas, ciebie. Ja jestem żywą osobą.
- Jesteś nieznośna, wiesz?
- Nie rozumiem, czym się tak ekscytujesz. To do ciebie niepodobne.
- Moja historia trafi pod strzechy. Przyznaj, to bardzo ekscytujące.
- Wiesz, dandys z ciebie, jesteś ironiczny, niemiły, stosujesz przemoc wobec kobiet… Nie polubią cię.
Uśmiechnął się rozbrajająco.
- Ale jestem też przystojny, szarmancki i mam odpowiednią prezencję. Pokochają mnie – stwierdził, oglądając z uwagą swoje paznokcie. – No, przyznaj się, nawet ty mnie lubisz.
- Zmarnowałeś mi trzy lata życia.
- Od razu zmarnowałeś – zaśmiał się. - Przestań, przyznaj się wreszcie. Lubisz mnie. Troszkę, ale jednak lubisz. Poza tym twoje życie nie jest specjalnie pasjonujące, lepiej, że spędziłaś te trzy lata ze mną.
- Obserwując cię, to różnica.
- Ale było warto.
- Czasami jesteś zbyt pewny siebie.
- A ty za mało – odgryzł się. - Poza tym to twoja wina, że jestem, jaki jestem. Takim mnie napisałaś.
Zmieniła temat.
 - Twoja historia spisana, umowa w szufladzie biurka, korekta oddana, powieść poszła do druku, okładka gotowa. Nie ma już nic, co mogłabym dla ciebie zrobić. Czy może raczej zrobiłam wszystko, czego ode mnie oczekiwałeś. Zmęczyłeś mnie, daj mi wreszcie odpocząć, proszę.
- Zatem to koniec?
Nie odpowiedziała. Bez słowa zsunęła z palca obrączkę i położyła ją  na blacie między nimi. Henry Got wziął ją bez słowa. Zabawne. Była zbyt mała nawet na jego mały palec. Schował ją do kieszeni marynarki. Swoją białą dłonią, przykrył dłoń kobiety, leżącą na stole. Na palcu wciąż widoczny był ślad obrączki. Miewał jeszcze czasem ludzkie odruchy. Uśmiechnął się.
- Nie, to dopiero początek – stwierdziła nagle. – Spisałam twoją historię najpiękniej, jak umiałam. Zrobiłam to najlepiej, jak tylko potrafiłam. Jednym się spodoba, inni ją znienawidzą. Taka już natura fabuł. Teraz ta opowieść będzie żyć własnym życiem, niezależnie ode mnie.
- Nie martw się, będzie dobrze.
Wyswobodziła dłoń z jego uścisku.
- Myślę, że powinieneś już iść. 
Henry Got wstał. Ukłonił się. Na pożegnanie wyrecytował słowa, które poznali dopiero niedawno w trzy lata po zatytułowaniu powieści. Byli z siebie zadowoleni. To był dobry tytuł. „Milczące słowa”. A potem, trzy lata później, przez zupełny przypadek, przeczytała wiersz Ewy Lipskiej. Przypomniał jej go:
- A ich słowa milczące na wieki, kolorowy powtarza arlekin.
Uśmiechnęła się. Puścił do niej oko.
- Nie martw się – powtórzył. – Mnie nie można nie lubić.
            Henry Got odszedł.  

Z radością informuję, iż dziesiątego października dwa tysiące jedenastego roku ukończyłam korektę autorską "Milczących słów" i odesłałam ją wydawcy. Moja debiutancka powieść ma się ukazać na początku przyszłego roku nakładem wydawnictwa Novae Res. 

Mam nadzieję, że po tej notatce Ci, którzy mnie szukają, może wreszcie znajdą. Jestem tu, oto ja :). A wszyscy, którzy mnie odwiedzają, czego mi życzą, niechaj sami mają. 

17 komentarzy:

  1. To ja będę pierwsza z gratulacjami na blogu, bo osobiście już składałam :) Dumna jestem z tego, że miałam możliwość przeczytania powieści jeszcze przed oficjalnym wydaniem i trzymam kciuki za sukces Gota! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wielkie, przeogromne gratulacje, Intueri!!!!! Nareszcie ktoś poznał się na Twoim talencie! Jestem pewna, że będzie to wielki sukces, i jestem dumna, że jako jedna z pierwszych miałam przyjemność przeczytać Twoją debiutancką powieść!
    BRAWO!!!!!!!!!
    Gorące uściski i buziaki:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Niedopisanie - nie bądź taka skromna, miałaś w tym swój udział, czego nie zapomniałam podkreślić w podziękowaniach :).

    Isadoro - dziękuję serdecznie. Czy będzie sukces, nie wiem, ale będzie książka, a to już coś wielkiego. Serdeczności :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przyłączam się do gratulacji! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Karodziejko, Silaqui - wielkie dzięki. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że książka, gdy już się wreszcie pojawi, zadowoli czytelników.

    OdpowiedzUsuń
  6. Intueri gratuluję gorąco!
    Jestem bardzo ciekawa książki i wiem, że na pewno ją przeczytam :D.

    OdpowiedzUsuń
  7. Mayu - dziękuję, pozostaje mieć nadzieję, że przypadnie Ci do gustu ;).

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję :) To wielki sukces, że udało Ci się wydać książkę :) Jestem ciekawa treści, okładka już mi się podoba. Wspaniale, że to bedzie wersja papierowa, a nie e-book. Planuję zakup :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Anetko - cieszę się bardzo. To jeden egzemplarz już sprzedałam. Jeszcze tylko 999 i nakład będzie wyczerpany ;). Niestety muszę Cię zmartwić - to nie będzie ta okładka, lecz inna. Okładka była zresztą kością niezgody między mną i wydawnictwem, ale już tak to czasem bywa.

    OdpowiedzUsuń
  10. No no, gratuluję!
    Koniecznie poinformuj, jak już książka ukaże się w księgarniach. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo się cieszę i gratuluję, że w końcu dopięłaś swego:)

    OdpowiedzUsuń
  12. W takim razie jestem ciekawa jak będzie wyglądała okładka w wersji ostatecznej, mam nadzieję, że dasz znać na blogu o premierze Twego dzieła. Zanotowałam sobie tytuł, ale na bloggera zaglądam często i tu na pewno nie przeoczę takiej informacji. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Agnes, Ulciu - serdecznie dziękuję :).

    Aneto - mam ten komfort, że już wiem, jak będzie wyglądała okładka w wersji ostatecznej ;). Jak wspomniałam, nie można mieć wszystkiego... Oczywiście, dam znać, gdy tylko książka ukaże się w zapowiedziach oraz potem, gdy trafi już do księgarń. Obiecuję :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Wielkie gratulacje! Zawsze wiedziałam, że Ci się uda! ZAWSZE! Tak się cieszę!!!!! Naprawdę, aż brakuje mi słów! GRATULACJE! To ogromny sukces!

    OdpowiedzUsuń
  15. Gratulacji nigdy dość, więc i tu napiszę. Cieszę się, że konsekwentnie dążysz do realizacji swoich marzeń. Wypadałoby tylko życzyć Tobie i innym młodym i zdolnym, by w wydawnictwach trafiali na myślących redaktorów, którzy będą chcieli im pomóc :-)

    OdpowiedzUsuń